Gdzie w sklepie wdrożyć dane strukturalne, a gdzie nie ma to sensu

Gdzie w sklepie wdrożyć dane strukturalne, a gdzie nie ma to sensu — okładka artykułu WebCrafters.

Dostajesz ofertę albo audyt, a w nim punkt: „wdrożyć dane strukturalne”. Brzmi poważnie i prawdopodobnie jest słuszne, tylko z samego zdania nie wynika, czego właściwie dotyczy ta praca — czy wszystkich stron w sklepie, czy kilku, i co dokładnie się po niej zmieni.

Zacznijmy więc od tego, czym to jest, bo bez tego cała reszta jest zgadywaniem. Twoja strona jest napisana dla człowieka. Klient patrzy na kartę produktu i od razu wie, że „129 zł” to cena, „Dostępny” to stan magazynowy, a „Ogrodnik” to marka. Wyszukiwarka i asystent AI tego nie wiedzą — widzą tekst i muszą zgadywać, co czym jest. Dane strukturalne są dodatkowym blokiem w kodzie strony, niewidocznym dla klienta, w którym mówisz wprost: to jest cena, to jest marka, to jest ocena. Dzięki temu Google może pokazać Twój wynik bogaciej — z ceną, dostępnością i gwiazdkami — a maszyna, która czyta Twoją stronę, nie musi niczego się domyślać.

Najłatwiej wyobrazić sobie taki blok jako wypełnioną metryczkę, której klient nie widzi. Przy karcie produktu jej rubryki to mniej więcej: nazwa produktu, zdjęcie, marka, numer katalogowy, kod kreskowy, parametry takie jak waga czy wymiary, a obok tego cena, waluta, dostępność, stan produktu oraz warunki dostawy i zwrotu. Przy opisie firmy rubryki są inne — nazwa, logo, adres, telefon, profile w serwisach społecznościowych. Treści się przy tym nie wymyśla: do metryczki wpisuje się dokładnie to, co klient i tak widzi na stronie, tylko w postaci, która nie wymaga interpretacji.

W skrócie: nie wdraża się tego wszędzie, bo każdy typ strony opisuje się czym innym. Na karcie produktu opisuje się produkt wraz z ofertą, na stronie kategorii listę prowadzącą do produktów, na stronie głównej firmę, a na wpisie blogowym artykuł. Przez cały sklep warto przy tym przeprowadzić ścieżkę nawigacyjną — to jest najtańsza i najpewniejsza rzecz w całym temacie. Najczęstszy błąd polega natomiast na powieleniu opisu produktu na stronach z listami, co nie daje nic, a mnoży miejsca, w których dane mogą się rozjechać.

W tym tekście: co należy na każdy typ strony i dlaczego akurat to, czego tam nie wstawiać, od czego zacząć oraz co z tego wszystkiego ma znaczenie przy asystentach AI.

Jedna zasada zamiast listy wyjątków

Cały temat da się sprowadzić do jednego pytania, które warto zadać przy każdej stronie w sklepie: czym ta strona jest dla kogoś, kto na nią trafia. Nie co na niej widać, nie co da się z niej kupić — czym ona jest.

Karta produktu jest produktem, więc opisuje się ją jako produkt. Kategoria produktem nie jest; jest listą prowadzącą do produktów, nawet jeśli przy każdym kafelku jest przycisk dodania do koszyka. Strona główna nie jest ani jednym, ani drugim, bo jest firmą. A koszyk nie jest niczym, co miałoby trafić do wyników wyszukiwania.

Google formułuje to zresztą wprost: wyniki produktowe obsługują strony skupione na jednym produkcie albo na wariantach tego samego produktu, a dokumentacja podaje przykład, że „buty zimowe w naszym sklepie” nie są konkretnym produktem. Zalecenie jest jednoznaczne — opisywać karty produktów, a nie strony z listami.

Karta produktu

To jest najważniejsza strona w całym zestawieniu i zarazem jedyna, na której metryczka produktu ma sens. Wypełnia się w niej dwie grupy rubryk — czym produkt jest i na jakich warunkach go sprzedajesz: nazwa, zdjęcie, marka, numer katalogowy, parametry, a obok tego cena, waluta, dostępność i stan produktu. Jeśli ten sam produkt występuje w wariantach — rozmiarach, pojemnościach, kolorach — całość opisuje się jako grupę produktów, a nie jako jeden produkt z widełkami cenowymi.

Co to daje: w wynikach wyszukiwania Google może pokazać przy Twojej stronie cenę i informację o dostępności, czyli wynik zajmuje więcej miejsca i mówi więcej, zanim ktokolwiek w niego kliknie. Szczegóły, włącznie z przykładami kodu, rozpisaliśmy w tekście o tym, jak zapisać dane produktowe w kodzie karty produktu.

Na karcie produktu opisuje się też oceny, jeśli je zbierasz — przy czym obowiązuje reguła, która bywa źródłem nieporozumień i kosztuje wiele sklepów gwiazdki w wynikach: oceny produktu wolno opisywać, oceny własnej firmy nie. Wyjaśniamy to w tekście o tym, jak opisać oceny i opinie w kodzie sklepu.

Strona kategorii

Kategoria jest listą, więc opisuje się ją jako listę pozycji prowadzących do kart produktów — i tu tkwi szczegół, o który najczęściej pytają wdrożeniowcy, a który oszczędza sporo pracy. Pozycja na takiej liście zawiera tylko numer w kolejności i adres strony ze szczegółami. Nie powtarza się w niej ceny, dostępności ani opisu, bo te siedzą na kartach produktów, do których lista prowadzi.

Mówiąc po ludzku, kategoria informuje: mam tu trzydzieści rzeczy, w tej kolejności, każda opisana pod swoim adresem. Nie: mam tu trzydzieści produktów, a oto ich ceny. Konsekwencja jest praktyczna — taka lista nie dezaktualizuje się przy każdej zmianie ceny, bo cen w ogóle nie zawiera.

Kategoria to drogowskaz: strona „Odżywki białkowe” wskazuje produkty — WPC 82, WPI 90 i odżywkę wegańską — numerem i adresem, a cenę i opis podaje każda karta produktu.

Warto wiedzieć, że powiązany z tym wynik w formie karuzeli Google dopiero rozwija, choć jest dostępny także w Polsce. Jest to jednak funkcja młoda i zmienna, więc traktujemy ją jako dodatek, a nie jako powód do przebudowy sklepu. Na kategorii zdecydowanie bardziej przyda się ścieżka nawigacyjna, o której za chwilę.

Ścieżka nawigacyjna, czyli rzecz do zrobienia w pierwszej kolejności

Przez cały sklep przechodzi jeden znacznik, tani we wdrożeniu i działający od lat: okruszki nawigacyjne, czyli ścieżka „Sklep › Suplementy › Odżywki białkowe”. Google pokazuje ją w wyniku wyszukiwania zamiast surowego adresu, dzięki czemu wynik jest czytelniejszy, a klikający od razu wie, w którym miejscu sklepu wyląduje.

Okruszki mówią, gdzie jesteś: bez nich Google pokazuje w wyniku surowy adres sklep.pl/p/12345?id=8, a z nimi ścieżkę Sklep › Suplementy › Odżywki białkowe. Klient wie, dokąd idzie, zanim kliknie.

Jest jedno zalecenie merytoryczne, które w sklepach bywa ignorowane, a robi różnicę: ścieżka ma odwzorowywać typową drogę użytkownika, a nie strukturę adresu. To są dwie różne rzeczy, bo adres bywa płaski albo niesie historyczne pozostałości po dawnej strukturze sklepu, a ścieżka ma mówić, gdzie klient się znajduje.

Gdyby trzeba było wskazać jedną rzecz do zrobienia w sklepie, który nie ma jeszcze żadnych danych strukturalnych, byłaby to właśnie ścieżka nawigacyjna — kosztuje najmniej, nie wymaga żadnych decyzji i poprawia wygląd każdego wyniku, nie tylko produktowego.

Strona główna

Tutaj opisuje się firmę: nazwę, logo, dane kontaktowe, profile w serwisach społecznościowych, a przy sprzedaży stacjonarnej także adres i godziny otwarcia. Jest to wdrożenie szybkie i bezbolesne, bo wszystkie te dane i tak już na stronie masz — chodzi wyłącznie o zapisanie ich w postaci, którą maszyna odczyta bez zgadywania.

Czego natomiast na stronie głównej nie wstawiać: oceny własnej firmy. Wygląda to niewinnie i bywa wdrażane w dobrej wierze, zwłaszcza gdy sklep ma kilkaset opinii i ładny widżet ze średnią — a jest to dokładnie ten przypadek, w którym Google nie pokazuje gwiazdek nikomu, bo firma ocenia sama siebie. Opisujemy to szerzej w tekście o tym, jak opisać oceny i opinie w kodzie sklepu.

Wpisy blogowe i poradniki

Wpis blogowy opisuje się jako artykuł: tytuł, autor, data publikacji i data ostatniej aktualizacji. Brzmi to banalnie, a zwłaszcza ta ostatnia data ma konkretne znaczenie przy treściach poradnikowych, bo odróżnia tekst sprawdzony od takiego, który leży bez zmian od trzech lat — i jest to rozróżnienie istotne zarówno dla czytelnika, jak i dla asystenta budującego z tego odpowiedź.

Jeśli w poradniku masz sekcję pytań i odpowiedzi, warto wiedzieć, że Google wycofał dla niej wynik rozszerzony. Nie znaczy to wcale, że taka sekcja przestała mieć sens — wręcz przeciwnie — i wyjaśniamy to w tekście o tym, co dziś daje sekcja pytań i odpowiedzi po zmianach w Google.

Strony, na których nie robi się nic

Koszyk, podsumowanie zamówienia, konto klienta, wyniki wyszukiwania wewnętrznego i strony techniczne nie potrzebują żadnych danych strukturalnych, ponieważ nie mają trafiać do wyników wyszukiwania. Nie znaczy to jednak, że należy je blokować w pliku z regułami dostępu — wręcz odwrotnie, bo zablokowana strona nie zostanie przeczytana, więc robot nie zobaczy umieszczonego na niej znacznika zakazującego indeksowania. Rozróżnienie między tymi dwoma mechanizmami opisujemy w tekście o tym, czym różnią się robots.txt, mapa strony i llms.txt.

Co gdzie idzie: zestawienie

typ strony czym ta strona jest co opisujemy czego nie wstawiać
karta produktu produktem produkt, ofertę, warianty, oceny produktu niczego, co dotyczy całej firmy
kategoria listą prowadzącą do produktów listę pozycji z adresami, ścieżkę nawigacyjną opisu produktu powielonego dla każdej pozycji
strona główna firmą dane firmy, logo, kontakt oceny własnej firmy
wpis blogowy artykułem tytuł, autora, daty opisu produktu
koszyk, konto, wyszukiwarka narzędziem sklepu nic nic

Najczęstszy błąd: opis produktu na stronie z listą

Warto zatrzymać się przy nim dłużej, bo jest to odruch wtyczek, bywa wdrażany z całkiem dobrych pobudek i kosztuje więcej, niż się wydaje.

Pokusa jest zrozumiała: skoro opis produktu działa na karcie, to trzydzieści takich opisów na stronie kategorii powinno działać trzydzieści razy lepiej. W rzeczywistości nie działa wcale, ponieważ strona z listą nie kwalifikuje się do funkcji produktowych — a przy okazji mnoży przez trzydzieści ryzyko, że dane się rozjadą, bo ceny na liście i na kartach aktualizują się osobno i nie zawsze w tej samej chwili. Efekt jest więc podwójnie niedobry: zero korzyści i trzydzieści miejsc, w których kod może powiedzieć coś innego, niż widzi klient. A obowiązuje przy tym reguła, że w kodzie ma być dokładnie to, co widać na stronie.

Od czego zacząć

Zaczynamy od ścieżki nawigacyjnej w całym sklepie, bo jest tania, działa od lat, nie wymaga żadnych decyzji i poprawia wygląd każdego wyniku, nie tylko produktowego.

Drugim krokiem jest komplet danych o produkcie i ofercie na kartach produktów. Mowa tu o metryczce w kodzie, a nie o tekście opisu, który czyta klient — choć jedno z drugim się wiąże, bo jeśli parametr nie istnieje nigdzie w sklepie, nie ma go czym wypełnić. Chodzi o to, żeby w kodzie znalazła się nie tylko nazwa, cena i dostępność, ale też te parametry, po których klienci wybierają w Twojej branży: pojemność, moc, wymiary, nośność. To jest największy zwrot z całej tej pracy i zarazem część, która zajmuje najwięcej czasu, zwłaszcza przy dużym katalogu.

Trzecim, szybkim i bezbolesnym, jest opis firmy na stronie głównej. Czwartym lista pozycji na kategoriach, przy czym nie spieszylibyśmy się z nią: ma sens dopiero wtedy, gdy dwa pierwsze punkty są wdrożone, a związana z nią funkcja w wynikach dopiero się rozwija.

Jeśli zastanawiasz się, jak ta praca układa się w szerszym planie — razem z dostępem dla botów, treścią i pomiarem — opisaliśmy to w tekście o tym, od czego zacząć pracę nad widocznością w AI.

Co z tego ma znaczenie przy asystentach AI

Trzeba tu rozdzielić dwie rzeczy, bo rynek chętnie je zlepia, a z tego zlepienia biorą się zarówno przesadzone obietnice, jak i przesadzone lekceważenie.

Z jednej strony Google pisze wprost, że do pojawienia się w jego własnych funkcjach opartych na AI nie trzeba dodawać żadnych specjalnych danych strukturalnych. Jest to jednak stanowisko jednego dostawcy i jego ekosystemu — pozostali nie składali podobnych deklaracji, a dane produktowe zapisane maszynowo pozostają tym, z czego korzystają powierzchnie zakupowe i kanały, którymi katalogi trafiają do asystentów.

Z drugiej strony jest rzecz praktyczna, którą widać u klientów: uporządkowane dane są jedyną postacią, w której informacja o produkcie daje się przenieść poza stronę — do porównywarki, do kanału produktowego, do narzędzia, które powstanie za rok. Opis wtopiony w akapit zostaje tam, gdzie jest; cena, dostępność i parametr zapisane jako osobne wartości jadą dalej bez przepisywania.

Dla rozkładu danych strukturalnych po sklepie wynika z tego jeden wniosek, który warto zapamiętać: najwięcej daje porządek na kartach produktów, a nie liczba typów wdrożonych w sklepie. Sklep z dobrze opisanymi kartami i ścieżką nawigacyjną jest w lepszej sytuacji niż taki, który ma pięć różnych typów rozsianych po wszystkich stronach, ale na karcie produktu wyłącznie nazwę i cenę.

Osobne wartości jadą dalej: opis w akapicie zostaje tam, gdzie jest, a cena, dostępność i waga 900 g zapisane osobno trafiają do porównywarki, kanału produktowego i asystenta AI. Najwięcej daje porządek na kartach produktów, nie liczba wdrożonych typów.

Jeśli chcesz zobaczyć, co asystenci wyczytują dziś z Twojego sklepu i gdzie są największe luki — zamów darmowy raport GEO. Jeśli wolisz od razu zobaczyć, ile kosztuje wdrożenie i co obejmuje, mamy zakres i ceny pakietów GEO.

Jak sprawdzić, co masz u siebie

Nie potrzebujesz do tego dostępu do kodu ani niczyjej pomocy. Otwórz walidator danych strukturalnych pod adresem validator.schema.org, wklej adres swojej karty produktu i uruchom sprawdzenie — narzędzie wypisze wszystkie typy, jakie znalazło na tej stronie, a nazwy będą po angielsku, bez spacji. Powtórz to samo dla kategorii, dla strony głównej i dla jednego wpisu blogowego.

Czego szukać: na karcie produktu metryczki produktu wraz z ofertą, na stronie kategorii ścieżki nawigacyjnej i ewentualnie listy pozycji, na stronie głównej danych firmy, a na wpisie opisu artykułu. Jeśli na stronie kategorii znajdziesz trzydzieści opisów produktów, wiesz już, co poprawić w pierwszej kolejności. Jeśli natomiast wyniki nic Ci nie mówią, pokaż je osobie utrzymującej sklep — odpowie w kilka minut, a Ty dostaniesz gotową listę rzeczy do zrobienia.

Najczęstsze pytania

Czym są dane strukturalne w sklepie internetowym?
To dodatkowy blok w kodzie strony, niewidoczny dla klienta, w którym zapisujesz wprost, co jest ceną, co marką, a co oceną. Dzięki niemu wyszukiwarka i asystenci AI nie muszą się domyślać, a Google może pokazać Twój wynik bogaciej — z ceną, dostępnością czy gwiazdkami.

Jakie dane strukturalne wdrożyć w sklepie internetowym?
Na kartach produktów opis produktu wraz z ofertą, na kategoriach listę pozycji prowadzących do kart, na stronie głównej dane firmy, a na wpisach blogowych opis artykułu. Przez cały sklep warto dodatkowo przeprowadzić ścieżkę nawigacyjną.

Czy wstawiać znacznik produktu na stronie kategorii?
Nie. Strona z listą nie kwalifikuje się do funkcji produktowych w wynikach wyszukiwania, a powielenie opisu produktu dla każdej pozycji mnoży ryzyko, że dane w kodzie rozejdą się z tym, co widzi klient.

Czy przycisk „dodaj do koszyka” na stronie kategorii zmienia sytuację?
Nie zmienia. Kryterium jest to, czy strona dotyczy jednego produktu, a nie czy da się z niej kupić — strona z trzydziestoma kafelkami pozostaje listą.

Od czego zacząć wdrażanie danych strukturalnych w sklepie?
Od ścieżki nawigacyjnej w całym sklepie, bo jest najtańsza i działa od lat. Potem porządny opis produktu i oferty na kartach, dane firmy na stronie głównej, a listy pozycji na kategoriach na końcu.

Czy dane strukturalne pomagają w widoczności w AI?
Google pisze, że do jego własnych funkcji opartych na AI nie trzeba ich dodawać, ale jest to stanowisko jednego dostawcy i jego ekosystemu. Uporządkowane dane pozostają jedyną postacią, w której informacja o produkcie daje się przenieść poza stronę — do porównywarek i do kanałów, którymi katalogi trafiają do asystentów.

Czy koszyk i konto klienta wymagają danych strukturalnych?
Nie, bo te strony nie mają trafiać do wyników wyszukiwania. Nie należy ich też blokować w pliku z regułami dostępu, bo wtedy robot nie przeczyta umieszczonego na nich zakazu indeksowania.

Ile typów danych strukturalnych powinien mieć sklep?
Tyle, ile ma rodzajów stron, i ani jednego więcej. Liczba typów nie jest miarą jakości wdrożenia — porządek na kartach produktów daje więcej niż pięć typów rozsianych po sklepie przy ubogim opisie produktu.

Czy mogę wdrożyć to wtyczką?
Przy większości platform tak i jest to rozsądny start, ale warto potem sprawdzić wynik: wtyczki bywają zbyt gorliwe i powielają opis produktu tam, gdzie nie powinien się znaleźć.

Znacznik opisuje stronę, a nie jej zawartość

Cały ten temat sprowadza się do jednego pytania, które warto zadawać przy każdej stronie w sklepie: czym ona właściwie jest — produktem, listą, firmą czy artykułem. Odpowiedź rozstrzyga, co w kodzie tej strony powinno się znaleźć, i oszczędza dyskusji o tym, czy wdrażać dane strukturalne wszędzie.

Otwórz więc walidator, wklej adres swojej najważniejszej kategorii i sprawdź jedną rzecz: czy nie siedzi tam trzydzieści opisów produktów. Jeśli siedzi, masz do zrobienia porządek, który nic nie kosztuje poza godziną pracy, a usuwa trzydzieści miejsc, w których dane mogą się rozjechać.

Ponad 9 lat na rynku, setki wdrożonych realizacji

Nasi klienci rozpoczynają z nami współpracę, ponieważ potrzebują cyfrowej transformacji. Zostają z nami, ponieważ znajdują w WebCrafters solidnego partnera biznesowego, wspierającego ich kompleksowo od strony technologicznej.

Nie jesteśmy tylko software housem. Jesteśmy Twoim zewnętrznym działem IT, który zadba o Twój biznes tak samo, jak zespół programistów, designerów i project managerów, który pracowałby bezpośrednio w Twojej firmie.

Poznaj nasze wartości

Zbuduj z nami swój nowy produkt!

Umów się na bezpłatną konsultację z ekspertem i porozmawiajmy
o Twoich oczekiwaniach.

Napisz do nas!

Lub zadzwoń

Mateusz Lenicki - CEO

Mateusz Lenicki

CEO

Jeśli wygodniej będzie Ci opowiedzieć o swoich potrzebach podczas niezobowiązującej rozmowy, wybierz dogodny dla Ciebie termin, a ja dopełnię wszelkich starań, żeby zaproponować Ci rozwiązania odpowiednie dla Twojego biznesu.

Numer telefonu: +48 510 775 352